„Gra w zapomnienie”

 


opowieść z perspektywy Dominującej

Nie powiedziałam mu, co się dzisiaj wydarzy. Wiem, że tego nienawidzi — tej ciszy przed upadkiem. Ale milczenie to moje pierwsze narzędzie.

Gdy wszedł do pokoju, na podłodze czekały trzy przedmioty: knebel, obroża i opaska na oczy. Usiadłam w fotelu i powiedziałam tylko:
— Wybierz dwa. Jeden zostaje na później.

Widziałam, jak jego wzrok błądził nerwowo, jak kalkulował, próbując zgadnąć, co ukrywam. Czas leciał. Zegar tykał. W końcu sięgnął po knebel i obrożę.

— Błąd — westchnęłam. — A więc wzrok zostaje. Ale reszta świata będzie ci odebrana.

Zacisnęłam pas obroży z wyraźnym kliknięciem. Knebel wszedł głęboko, tłumiąc oddech. Teraz mógł tylko patrzeć. I właśnie to zamierzałam wykorzystać.


Etap I: Milczący Teatr

Ustawiłam go na kolanach, a przed nim — scenę z figurkami. Maleńkie, ale precyzyjnie odwzorowane: domina, sub, skrzynia, pejcz.

— Teraz posłuchaj uważnie. — Podałam mu kartę z krótką historią i pięć pustych miejsc do uzupełnienia. — Opisz, co zrobiła domina. Użyj właściwych słów. Każde słowo nieposłuszeństwa — minuta bez powietrza.

Widziałam, jak ręka mu drży, jak stara się zachować zimną krew. Pisał powoli, wiedząc, że każdy błąd ma cenę. Gdy skończył, spojrzałam na tekst. Dwa błędy. Dwie minuty.

Nie mówiłam nic. Po prostu włożyłam mu maskę do oddychania z ograniczonym dopływem powietrza i odpaliłam timer. W ciszy.


Etap II: Gra w decyzje

Po chwili rozluźnienia — kolejna runda. Trzy zamknięte pudełka. W jednym: miękki materiał. W drugim: klamerki. W trzecim: nic.

— Wybieraj, ale pamiętaj. To nie o to chodzi, co wybierzesz, tylko czy wybierzesz właściwie.

Wybrał pudełko numer dwa. Klamerki. Uśmiechnęłam się.

— Pięknie. A więc: każda klamerka to jedno pytanie. Jeśli odpowiesz źle, zostaje. Jeśli dobrze — zdejmuję.

Zadawałam pytania podchwytliwe, osobiste, intymne. O mnie. O nim. O tym, co naprawdę czuje, gdy nie ma już żadnych praw. Gdy jego ciało jest moje, ale ja jeszcze nie zaczęłam grać na poważnie.

Zostawiłam mu pięć klamerek. Czułam jego drżenie. Dobrze.


Etap III: Skrzynia

— Zasłużyłeś. — Powiedziałam cicho. Nie zapytał, na co. Już wiedział.

Podeszłam do skrzyni. Otworzyłam ją powoli, jakby to była trumna. W pewnym sensie — była. Na godzinę miał zniknąć. Zostać sam ze sobą. Z niczym więcej jak z moją kontrolą, która trwała nawet wtedy, gdy mnie nie widział.

Zapięłam go w pasy. Ciało bez ruchu. Skrzynia zamknięta. Ciemność absolutna. Ale nie kompletna.

Co dwadzieścia minut włączałam dźwiękowy sygnał — nieprzyjemny, przeszywający, ale nierówny. Czasem dwie sekundy. Czasem pięć. Raz trzydzieści. Miał się zgubić w czasie. I się zgubił.

Zanim go wypuściłam, zapytałam tylko:
— Jak długo tam byłeś?
Odpowiedział: — Może… dwie godziny?

Uśmiechnęłam się. Minęło tylko 47 minut.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Tylko on, cisza i moja wola.

Rekrutacja otwarta – Poszukuję niewolnika godnego mojej ciszy i mojej uwagi

Pierwsze wejście w ciszę – jak prowadzę niedoświadczonego niewolnika do karceru