Jak wygląda jego twarz, kiedy wie, że to absurd — i że to go podnieca

 


Są momenty, które dla mnie mają wartość większą niż jakikolwiek akt fizycznej dominacji.
To chwile przejścia.
Te sekundy, w których jego racjonalność kapituluje, a na twarzy pojawia się coś, czego nie da się udawać.

Twarz mężczyzny, który wie, że ma rację,
który rozumie absurd sytuacji,
ale którego podniecenie rośnie właśnie dlatego, że to nie ma sensu…

To widok, który potrafiłabym oglądać godzinami.


🎬 Najpierw złość

Na początku zawsze jest cień złości.
Ten moment, kiedy coś mówię lub robię — coś kompletnie sprzecznego z logiką.

Może go o coś oskarżam.
Może mówię:
Nie lubię twojego tonu,
choć on właśnie stara się mówić jak najłagodniej.

I widzę, jak w jego oczach coś trzepocze.

Zaciska lekko usta.
Mięśnie szczęki drgają.
Brwi marszczą się nieznacznie.

Nie mówi jeszcze nic. Jeszcze walczy z odruchem.
Bo przecież to ja.
A on nie ma prawa się sprzeciwiać.


Potem niedowierzanie

Drugi etap to rozbicie sensu.
To ta chwila, kiedy patrzy na mnie jak na świat, który właśnie przestał działać zgodnie z zasadami.

Ale przecież to nie ja… — mówi półgłosem. Nie kończy.
Przecież to ty…

Wiem, że chce mi przedstawić „logiczny wywód”.
Wiem, że próbuje odnaleźć ramy normalności.

Ale ja już stoję krok dalej.

Milczę. Patrzę.
Z pełną świadomością, że nie zamierzam słuchać ani jednej racji.

I wtedy widzę, jak jego twarz zamyka się.
Jakby zrozumiał: „To nie ma sensu. Ale też nie ma wyjścia.”


🌪️ I nagle — podniecenie

Ten trzeci moment to mój ulubiony.
Moment, gdy absurd staje się narkotykiem.
Gdy jego ciało zaczyna zdradzać go samego.

Jego oczy robią się ciemniejsze.
Oddech przyspiesza — minimalnie, ale zauważalnie.
Skóra na szyi napina się, jakby chciał coś przełknąć i nie może.
Czasem język przejedzie po suchych wargach.

A ja widzę to wszystko.
Widzę, jak jego mózg krzyczy NIE,
a ciało zaczyna mówić TAK.

Jak prawda pęka,
a podniecenie wypływa przez każdą rysę.


🖤 Dlaczego tak bardzo mnie to ekscytuje?

Bo to czysta dominacja psychiczna.
Bo to dowód, że nie chodzi już o konkretne słowa, racje czy czyny.
Chodzi o relację, w której logika została spalona — a na jej zgliszczach stoję ja.

A on to wie.
Czuje to.
I — co najciekawsze — lubi to.

Właśnie dlatego pasujemy do siebie.

Bo ja potrzebuję tego momentu, w którym facet wie, że to wszystko jest nie fair — i mimo to się poddaje.
A on pragnie kobiety, która odbiera mu grunt pod nogami, zostawia go w ciemności i każe mu klękać… nawet jeśli to ona go tam wciągnęła.


🔐 Wiem, że to gra. Ale też wiem, że to prawdziwe

To, co najgłębsze między nami, dzieje się właśnie wtedy.
Nie wtedy, gdy jest miły.
Nie wtedy, gdy mnie adoruje.
Tylko wtedy, gdy stoi przede mną z twarzą pełną sprzecznych emocji: złości, podniecenia, lęku, zachwytu.

Bo to twarz człowieka rozbitego, ale jednocześnie spełnionego.
Twarz, która mówi:
Nie rozumiem tego… Ale nie chcę, żeby to się kończyło.

I wtedy wiem:
To działa. I to jest nasze.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Tylko on, cisza i moja wola.

Rekrutacja otwarta – Poszukuję niewolnika godnego mojej ciszy i mojej uwagi

Pierwsze wejście w ciszę – jak prowadzę niedoświadczonego niewolnika do karceru