"W skrzyni"


Wszedł do pokoju na czworakach. Tak, jak go nauczyłam. Bez słowa. Bez spojrzenia. Czekał przy progu jak dobrze wytresowany pies, wiedząc, że nie ma prawa wejść dalej, dopóki nie pozwolę.

Wskazałam dłonią na skrzynię w rogu. Ciężka, drewniana, wyściełana tylko cienką warstwą maty. Żadnej wygody. Żadnych pytań. Tylko ciemność i cisza.
Wchodź. – powiedziałam chłodno.

Nie zareagował od razu. Widziałam, jak jego gardło drży, jak przez chwilę walczy ze sobą. To dobrze. Opór wewnętrzny to paliwo, z którego buduję uległość.
Zbliżył się, powoli, z wahaniem. Zdjął wszystko – tak, jak go wcześniej instruowałam – i wszedł do środka. Zwinął się w embrionalnej pozycji, jak przystało na kogoś, kto w tej chwili nie jest już mężczyzną. Jest tylko narzędziem. Ciałem. Pustym pojemnikiem, który wypełnię sobą.

Zamknęłam wieko z dźwiękiem, który uwielbiam – ten ciężki, metaliczny klik zamka, za którym kryje się nowy poziom posłuszeństwa.
Nie krzycz. Nie proś. Nie pukaj.
Moje ostatnie słowa. Potem zgasło światło. W całym pokoju.

Etap pierwszy: cisza

Pierwsza godzina była testem. Zostawiłam go samego. Żadnych dźwięków, żadnych sygnałów. Tylko jego oddech i własne myśli. Wiem, jak bardzo go nienawidzi – tej wewnętrznej kakofonii, która narasta, gdy odbiorę mu wszystko inne. Nie słyszy mnie, nie widzi, nie wie, czy jestem blisko. I to właśnie jest klucz. To nie-wiedzenie.

Wróciłam po dokładnie 67 minutach. Cicho. Usiadłam na krześle obok skrzyni. Nie powiedziałam nic. Ale on czuł, że jestem. Czuję to po rytmie jego oddechu. Po drobnym drżeniu drewna, jakby jego ciało w skrzyni chciało zbliżyć się do mojego bez pozwolenia.

Nie otwieram. Nie dotykam. Tylko jestem.

Etap drugi: dźwięk

Delikatne pukanie paznokciem w wieko. Powolne, nieregularne. Raz bliżej jego głowy, raz bliżej stóp. Potem cisza. Potem znów stuknięcie. Nic więcej. On zaczyna szaleć, wiem to. Ciało napięte. W ciemności nie ma punktu odniesienia – tylko ja mogę dać mu sens.

Mijają kolejne minuty. Może godzina. Traci poczucie czasu. Robię to celowo. Zmuszam go, by zapomniał, ile ma lat, kim był, zanim zamknęłam go w tej skrzyni. Teraz jego świat jest mały, duszny i drewniany. A ja jestem Boginią.

Etap trzeci: przesłuchanie

Otwieram skrzynię powoli. Nie gwałtownie. Tylko tyle, by zobaczył moje buty. Pochylam się.
Ile razy zadrżałeś, myśląc o mnie?
Nie odpowiada. Zawahał się.

Zamykam z powrotem.

Czekam 15 minut.

Znów otwieram.
Pytanie nie było retoryczne.
Tym razem mówi. Drżącym głosem. Liczba, która mnie nie satysfakcjonuje.
Kłamiesz.
Zamykam skrzynię na trzy uderzenia serca. Potem znów ją otwieram.
Spróbuj jeszcze raz.

To nie rozmowa. To tresura.

Etap czwarty: uwolnienie?

Po trzech godzinach pozwalam mu wyjść. Powoli. Każdy ruch kontrolowany. Kolana uginają się pod nim, gdy się prostuje. Ale nie pozwalam mu jeszcze dojść do siebie.

Klęka przede mną. Głowa spuszczona.
I co teraz jesteś gotów dla mnie zrobić, po tym wszystkim? – pytam.
Wszystko, Pani... – wyszeptuje.

Uśmiecham się. Mówi prawdę.
Złamałam go tak, jak chciałam. I zbuduję na nowo – dokładnie po mojemu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Tylko on, cisza i moja wola.

Rekrutacja otwarta – Poszukuję niewolnika godnego mojej ciszy i mojej uwagi

Pierwsze wejście w ciszę – jak prowadzę niedoświadczonego niewolnika do karceru